Spotkań szachowych w internacie II LO... ciąg dalszy

Zaczynają stawać się tradycją, spotykania szachowe w internacie II LO przy ulicy Woskowej.

Jako wychowawca z naszego internatu, zainicjowałem to wydarzenie, mając nadzieję na jego kontynuację, dalszy rozwój, nowe doświadczenia.
 
I wydaje się, że moje oczekiwania, chociaż w pewnym zakresie, zaczynają być rzeczywistością. Pomimo tego, że z naszą ekipą szachową musimy przybywać do placówki przy ulicy Woskowej to zdaję się, iż taka eskapada nie stanowi problemu dla naszych wychowanków. I to pomimo bardzo kapryśnej aury.
 
Takiej jaką mieliśmy wczoraj (16.04). Bo właśnie wczoraj zawitaliśmy do internatu II LO.
I zawitaliśmy bardzo...silną ekipą.
 
Kilka tygodni temu, gdy zainicjowaliśmy pierwsze spotkanie, było nas pięcioro czyli ja, jako wychowawca i czworo wychowanków naszej placówki. Szesnastego kwietnia była nas już siła. Pod moim przewodnictwem, w szachowej biesiadzie, uczestniczyło dziesięcioro wychowanków (dwie dziewczyny i ośmiu chłopców). Ku naszemu zaskoczeniu, uczestników ze strony zaprzyjaźnionego internatu było osiemnaścioro.
 
Można więc śmiało stwierdzić, że stanowiliśmy niemały tłum.
 
Wracając do zasadniczego aspektu naszego przebywania w obiekcie przy ulicy Woskowej należy zauważyć, iż same potyczki szachowe miały charakter nader pokojowy, wręcz przyjazny.
 
A na szczególne wyróżnienie zasługuje fakt, że kilkoro z nas udzieliło (bezpłatnej) lekcji kilkorgu mieszkańcom internatu Ogólniaka z Przemysłowej.
 
Śmiem więc twierdzić, że aspekt wychowawczy, tego gościnnego wyjazdu, stał na poziomie mistrzowskim.

Jednak nie wszyscy gospodarze naszego spotkania mieli wenę aby zagrać w tę królewską grę.
 
Niewielka grupka „tubylców" zaproponowała pojedynek w UNO. I tu też stanęliśmy na wysokości zadania. Kilkoro z naszej młodzieży podjęło to niewinne, karciane wyzwanie. Trzeba w tym miejscu dodać, iż gra w UNO również wymaga od uczestnika zintensyfikowania pracy mózgu na płaszczyźnie kreatywności i przewidywalności mających nastąpić po sobie wydarzeń.

Podsumowując, mam nadzieję, że potrafimy podtrzymać tę rodzącą się tradycję i, w niedalekiej przyszłości, ponownie spotkamy się na polu,tego rodzaju, umysłowych zmagań.

PS Szczególne podziękowania chciałbym złożyć Arkadiuszowi Niwińskiemu za pomoc logistyczną, w przygotowaniu naszego szachowego wypadu.
 
Arkadiusz Siwek

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej

Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.